czwartek, 6 sierpnia 2015

zaparzymy kawę i poznamy się lepiej...

Lub jeśli już się znamy, to przypomnę Ci o sobie ;)

Cześć, jestem Marta i jestem…No właśnie. Sama nie wiem. Na pewno lubię kawę, ale to nie wyczyn u podwójnej mamy… Mam mnóstwo zainteresowań. Sporo z nich, kiedyś mogłam nazwać pasją. A potem zdechło, zabrakło pary, wypaliło się. Energia poszła gdzie indziej, bo urodziłam dzieci i to one stały się całym moim światem. Chciałam być dla nich. Poprzedni blog popadł w zapomnienie, a ja popadłam w rutynę, każdy dzień zabierał mi kawałek tej osoby którą kiedyś byłam, na rzecz kogoś całkiem mi obcego. Stawałam się co raz bardziej świadomie matką, to nic złego – to wręcz normalne. Trudno mi było jednak zaakceptować, że ta ‚transformacja’ przebiega z tak ogromną szkodą dla cech które w sobie lubiłam, niezależnie od tego czy były to cechy fizyczne czy też charakteru. Postanowiłam poznać siebie od nowa, i to co powoduje, że ze sobą mi źle - wyeliminować. Przyjęłam, że moje samopoczucie poprawi jedynie spektakularna zmiana w wyglądzie. Przez chwilę więc walczyłam, ze wszystkim.
Z nadwagą (bo ciuchów nie kupię ładnych), z ciuchami (bo w nic się nie mieszczę), z włosami (bo nie taki kolor), z twarzą (bo wysypało mnie jak nastolatkę), ale im bardziej chciałam po swojemu tym bardziej było do dupy. Mówią, że dla chcącego nie ma nic trudnego, ale problem czasami tkwi w tym, że chcesz za bardzo… i na dodatek wszystko na raz.
Refleksja przychodziła wielokrotnie, zazwyczaj kiedy internet zbombardował mnie jakimiś negatywnymi informacjami. Swoją drogą, czasami aż strach czytać… Zawsze wtedy na jakiś czas zapalała się słoma i żar buchał – niestety jak to ze słomianym zapałem bywa, szybko zostawały zgliszcza. Więc wmawiałam sobie, że przecież nie mam czasu, bo nie mogę zaniedbać dzieci kosztem jakiejś ‚bzdury’. Wmawiałam sobie, że nie jestem dość dobra. Że jest tylu lepszych ode mnie. Wymówkom nie było końca. Mam wyjątkowy talent do wymówek, w 15 sekund potrafię zrobić z siebie taką życiową kalekę, że szczęka opada…
Wracając do refleksji, ostatnio pojawiła się w mediach dosyć kontrowersyjna kampania, której bohaterkami są kobiety, które nie zdążyły. Nie zdążyły zostać matkami, ponieważ za bardzo skupiły się na karierze – tak uściślając, bo nie każdy może kojarzyć. Przyznam szczerze, że jak pierwszy raz zobaczyłam ten spot to nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Dopiero kiedy rykoszetem odbił się na wszelkich możliwych platformach, pojawiły się memy i głośne komentarze, odbił się też echem w mojej głowie.

Nie chodziło o ten sens pierwotny, który ta kampania niosła za sobą, choć faktycznie niesmak pozostał. Bo po pierwsze według mnie nie tędy droga zachęcająca kobiety do rodzenia dzieci, a po drugie nie ich zasrany interes kto, kiedy i w jaki sposób ma zamiar dysponować swoją macicą… Skoro nikomu nie wyrządzam tym krzywdy – jest to tylko i wyłącznie moja sprawa.


Zdecydowanie bardziej uderzyło mnie to, że JA już zdążyłam, jestem matką ale nie mam w zasadzie nic po za tym… To znaczy coś tam mam. Bo szkołę fotograficzną skończyłam, kurs wizażu też zaliczony - naprawdę to lubiłam! Ale kurz taki pokrył dyplomy i sprzęt, że nie lada huragan będzie potrzebny żeby go rozproszyć. W zasadzie nie wiem już jaką muzykę lubię, mam swoich faworytów, ale to są albumy sprzed 4-5 lat. Nie pamiętam, które książki są moje ulubione. Nie chcę aby moje córki myślały, że mama jest tylko od zabawy, gotowania i sprzątania czy zwiedzania  niezliczonych ilości placów zabaw… Ten czas, który teraz z nimi spędzam, bez wątpienia jest najwspanialszym ale i najtrudniejszym dla mnie jako matki. Nie wspominając już o tym, jak trudny jest to czas dla mnie jako kobiety. Miliardy radości i zmartwień plus ogromne poczucie odpowiedzialności, które zmienia raz na zawsze sposób w jaki patrzy się na róg stołu, wanienkę wypełnioną wodą czy huśtawkę. Ale czas mija bezpowrotnie i ten ‚nasz’ czas też minie. Chcę wykorzystać go maksymalnie, także z korzyścią dla siebie. Jest trochę rzeczy które robię dobrze, warto sprawdzić czy mogłabym robić je lepiej.
To ma być moje miejsce, mój zakątek. Podzielę się tym co lubię, zdjęciami, myślami. Ma być tak po babsku – ploteczki przy kawie. Będzie kuchnia, zakupy, kosmetyki. Będzie o pasjach, które mam nadzieję uda się odkurzyć. Ten blog jest mi potrzebny żeby rozliczyć się ze sobą, kiedy znów (odpukać) słoma się wypali ;) Kiedyś blogowanie naprawdę sprawiało mi radość - mam nadzieję, że znów tak będzie.

2 komentarze:

  1. Trzymam kciuki by znów tę radość sprawiało! Pięknie piszesz, więc ja z wielką chęcią będę Cię czytać! Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju dziękuję :) Nawet nie wiesz jak mi miło :*

      Usuń